Zdrada to koniec iluzji, nie świata

Wysłuchałam zbyt wielu historii o zdradzie. Sama zdradę osoby najbliższej wiele lat temu przeżyłam. Zdrada to koniec pewnej iluzji na temat związku, w której żyjemy. Niełatwo z niej wyjść, zwłaszcza kiedy dostaliśmy łopatą w głowę. Ale jest to możliwe, co więcej dalej idziemy bardziej dojrzali emocjonalnie, co daje nam sporą szansę na szczęście w wersji reality.

Jest kilka rzeczy, które warto zrobić, żeby nie zapaść się na tygodnie, miesiące czy lata, pod ziemię: ze wstydu, zażenowania, poczucia winy, czy wściekłości. Bo właśnie na to masz ochotę, prawda?

WSTYD. Tak, to poczujesz od razu – i choć Ty nie masz czego się wstydzić, obwiniasz się za bycie nie dość dobrą kochanką, jedzenie na mieście, “zapuszczenie wyglądu” czy kłótliwy charakter.

Jestem gorszy, brzydka, niechciany, porzucona. Co gorsze – po części masz rację, pewnie nie jesteś partnerem idealnym. Ale kto jest? Czy partner, który właśnie Cię zdradził nie miał za dużego brzuszka, nie chrapał i nie za często zasypiał przed telewizorem? A może nigdy nie było go/jej wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałaś/eś? Jak dobrze się przyjrzysz, obie strony mają coś za uszami. I z reguły tak jest – zbyt rzadko dbamy o swoje miłości tak, jak planowaliśmy to na początku. Bo stres, choroby, pieniądze i trzecia wojna światowa. Takie po prostu jest życie. I trzeba tu dojrzałości emocjonalnej obojga partnerów, aby związek przetrwał kryzysy i odradzał się po nich w silniejszej formie.

KONIEC ŚWIATA. Tak teraz myślisz – zawalił się mój świat, wszystko co dla niej zrobiłem, poszło się huśtać, straciłam dla niego najlepsze lata. Czy na pewno? Po pierwsze: zdrada nie oznacza końca. To zależy od Ciebie, jak potraktujesz ten fakt. Bo to jest fakt i nie udawaj, że się nie zdarzyło – bo się zdarzyło i jak tego nie przepracujesz, będzie zdarzać się częściej. Jak nie z tym, to z następnym partnerem. Ze sobą musisz być szczera/y. Jak już jesteś spróbuj zadać sobie te trzy pytania:

  • Co czuję: wściekłość – bo taka z niej ladacznica, żal – po tym, co minęło, lęk – przed tym co dalej? A może, zastanów się dobrze: rodzaj pewnej ulgi, bo już mleko się rozlało, nie musisz dalej podejrzewać, zastanawiać się, ani podglądać sms-ów partnera?
  • Co się stało? – nazwij rzeczy po imieniu: zostałem zdradzony/a. Ale czy opuszczony/a, porzucony/a, wyśmiana/y? Nie wylewaj mleka z kąpielą, sam/a najbardziej się nakręcasz. Spróbuj spojrzeć na to, co zostało, jest dobre, Twoje, ważne i sprawdź czy łatwo Ci będzie to odebrać. Wiem, że niełatwo. 
  • Co się zmieniło? – Czy mam tą samą pracę i imię? Czy moje dzieci mają te same zabawki i kolegów w klasie? Czy mój samochód zmienił kolor? Czy mam gdzie mieszkać, a czekolada to nadal mój ulubiony deser? Poza drastycznymi sytuacjami, najczęściej na wszystkie te pytania odpowiedź brzmi: tak. To dobra wiadomość. 

ŁZY. Masz do nich pełne prawo. Rycz ile wlezie, byle w dobrym towarzystwie. Ale nie rycz sam/a, w ogóle ile możesz, wychodź do ludzi, wpuszczaj ich do siebie.

Zdrada partnera, niezależnie od tego, jak to się dalej potoczy, czyni w nas pewną pustkę, którą zapełnić mogą tylko dobrzy ludzie. Oni są wokół Ciebie: mama, brat, przyjaciel, czasem dorosłe dzieci. Kiedy otworzysz na chwilę załzawione oczy, zobaczysz, że przyjaciół masz znacznie więcej, niż Ci się wydawało.

DIALOG. Po pewnym czasie, który nazywam okresem żałoby (po związku, a bardzo często po pewnym jego etapie) trzeba będzie porozmawiać o tym, co dalej. Czas jest tu najlepszym lekarstwem, lepszego naprawdę nie ma.

I znów, zacznij od rozmowy z kimś bliskim, czasem potrzebna jest pomoc psychologa, ale bądź szczery/a ze sobą. Dopiero jak już sam/a ze sobą się dogadasz, będziesz gotów/gotowa na rozmowę z partnerem. Jedno jest pewne, że dalej będzie tylko tak, jak tego chcesz, nie inaczej. Zanalizuj spokojnie, co dał Ci ten związek, co (i czy)  jeszcze lubisz w partnerze, co w sobie lubisz w tej relacji,  jakie wspólne wartości wyznajecie. Czy warto budować nowy etap tej relacji, czy zakończyć i pójść dalej? To wiesz tylko Ty i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.

SZCZĘŚCIE – czy jest jeszcze możliwe? Nie chcesz teraz czytać, że to zależy tylko od Ciebie. I słusznie, bo na szczęście składa się wiele zmiennych, nie tylko nasza atrakcyjność i mądrość życiowa. Ale można mu pomóc lub zaszkodzić – co wybierasz?

Jeżeli to pierwsze to znaczy, że jesteś już na najlepszej drodze – nie tylko akceptujesz  siebie, ale i wiesz, co do szczęścia jest Ci potrzebne. Znasz swoje potrzeby i marzenia, potrafisz je rozróżnić, ale i oceniasz trafnie swoje możliwości – nie za wysoko, ale nie za nisko! Może czytasz ten tekst właśnie u fryzjera albo w drodze na siłownię. Rozpoczynasz okres zmian – zwykle zaczynamy od wizerunkowych, co jest naturalną potrzebą “zmiany piórek” – nie ma co z tym walczyć i dyskutować. I uwierz, na razie na słowo, że patrząc w lustro na siebie nową/ego, zaczniesz myśleć: czym jest dla mnie szczęście? Czy tylko facet mnie uszczęśliwi – a może jego obecność po prostu uspokaja moją mamę? Czy będę spełniony mają u boku kolejną ognistą brunetkę – koledzy mi zazdroszczą, fakt, ale co z tego?

A może zupełnie co innego jest ważne dla Ciebie? I kiedy już to będziesz mieć, miłość znajdzie się sama. Tak po prostu. Bardzo możliwe, że w związku, którego iluzję właśnie opłakujesz.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, coach nie radzi, a pyta i słucha Cię dotąd, aż znajdziesz i wdrożysz najlepsze rozwiązanie swoich problemów. To jak długa rozmową w lustrze z samym sobą. Niniejszym tekstem rozpoczynam cykl COACH PYTA, NIE BŁĄDZI, w których chcę się z Państwem podzielić swoimi refleksjami na temat problemów, które dotykają nas najczęściej. Z każdym z nich pracowałam dziesiątki tysięcy godzin, w bardzo różnych konfiguracjach. W 100 procentach z sukcesem, nie tyle moim, co moich Klientów. Może tym razem właśnie Tobie pomogę?

Fot. flickr.com